#237

Mike Mignola jest jednym z artystów, którzy hołubią swoje inspiracje i tworzą z nich własny styl, który jest nie do pomylenia z nikim innym. Zawsze będzie człowiekiem, który swoimi pracami pokazuje spuściznę Franka Frazzety… i co (dla mnie) ważniejsze, zawsze będzie artystą pokazującym jak ważny dla komiksu i sztuki wizualnej był Jack Kirby.

Król Jack Kirby.

image

Mignola zapytany o swój najbardziej ulubiony komiks (link) odpowiada: Fantastic Four #67, stworzony przez Lee i Kirbiego. I ogólnie Fantastyczna Czwórka w wykonaniu tej dwójki. Szanuję ten sentyment.

Więc już do końca ten post poświęcimy temu jak Mike oddaje hołd Królowi Kirbiemu.

image

image

image

JG

#235

Cześć.

Licznik informuje mnie, że pulpwarsaw śledzi na tumblr 288 osób. Sporo. Nie wiem ile osób znalazło bloga przez fora, przez facebook, przez polecanie go na tumblr, bo jakoś niespecjalnie to śledzę (a na FB pulpwarsaw jest raptem kilka osób, więc to raczej się nie łączy).

Chodzi o to, że chciałbym jakoś się dowiedzieć jakie posty/tematy interesowały Was najbardziej, czy w ogóle czytaliście te dłuższe teksty, czy tylko oglądaliście grafiki do tekstów podklejone. Chciałbym wiedzieć jaka zawartość WAM najbardziej odpowiadała. I chciałbym w jakimś stopniu wziąć to pod uwagę.

Chciałbym żebyście dali mi znać.

Albo reblogując ten post i dodając swoją notkę do niego, albo przez formularz pytań. Nieważne jak, jestem po prostu ciekawy.

http://pulpwarsaw.tumblr.com/ask

Pzdr.

JG

#234
Dziś nic szczególnego ale chciałem się z Wami podzielić fantastyczną okładką jaką do zeszłotygodniowego The Shadow: Year One #8 przygotował Chris Samnee.
Choć w sumie to powinienem wklejać każdą okładkę Chrisa do tej serii bo praktycznie wszystkie uparcie składają trybut dla Eisnerowych splash pages (ale jeszcze żadna nie osiągnęła tego genialnego poziomu co jego okładka do Daredevil #26).
JG

#234

Dziś nic szczególnego ale chciałem się z Wami podzielić fantastyczną okładką jaką do zeszłotygodniowego The Shadow: Year One #8 przygotował Chris Samnee.

Choć w sumie to powinienem wklejać każdą okładkę Chrisa do tej serii bo praktycznie wszystkie uparcie składają trybut dla Eisnerowych splash pages (ale jeszcze żadna nie osiągnęła tego genialnego poziomu co jego okładka do Daredevil #26).

JG

#233

image

Pamiętacie, gdy jako dzieci dostawaliście książki z rozkładanymi papierowymi niby animacjami? Kiedyś nazywano je m. in. książkami 3D mimo, że na rynku były już wtedy komiksy 3D. W sumie nie wiem jaka powinna być ich poprawna polska nazwa, ale na zachodzie, z angielska, nazywane są pop-up books i mimo, że u nas są obecnie praktycznie niespotykane (ale dzieci lat 70 i 80 pamiętają je dobrze), to na zachodzie mają się podobno całkiem dobrze.

Na tyle dobrze, że w 2008 roku DC udostępniło prawo do wydania przez Insight Edition takiej pop-upowej wersji The Spirit Willa Eisnera. Edycję przygotował Bruce Foster uchodzący za guru pop-upowego formatu.

image

image

Dostaliśmy naraz ciekawostkę i sukces. Nakład szybko zniknął u dystrybutora i mimo, że nie jest to ciągle kolekcjonersko drogi produkt (zawsze da się znaleźć parę sztuk na ebay w różnym stanie) jest to na 100% rzecz, która pięknie uświetnia każdą biblioteczkę (nie tylko komiksową).

The Spirit: Pop-Up Graphic Novel jest adaptacją historii o powrocie Sand Saref (to co starał się do filmowego The Spirit przenieść Frank Miller i to co tak zripował w swojej introdukcji Elektry w Daredevilu). Czyli następne genialne rozwiązanie aby wykorzystać do tego projektu jedną z najbardziej rozpoznawalnych historii z serii.

image

image

Te kilka zdjęć wybranych stron, nie jest w stanie oddać urody tej publikacji… ale mam nadzieję, że zachęcą chociaż kilka osób do zapolowania na te wydanie. Nie wydaje mi się też, aby dużo osób w Polsce położyło na tym swoje ręce.

image

PS: To jak został przedstawiony splash page z pierwszej strony uważam za arcydzieło.

JG

#232

Obiecałem, że nerdowe przewodniki miejskie jeszcze wrócą. Słowo ciałem się stało, blablabla i wracam z czymś, co powinno być mekką takich podróży - Nowy Jork.

image

Po pierwsze - sklepy komiksowe (i około komiksowe). To, że na każdą dzielnicę przypada ich po kilkanaście to jedno. Drugie, to fakt, że można wejść od małej kanciapy mniejszej od warzywniaka pod blokiem, a później łazić po czymś o rozmiarze supermarketu. Cóż, nie udało mi się odwiedzić wszystkich zaplanowanych sklepów, ale i tak uważam tę część wyjazdu za spektakularny sukces.

Kolejność nie będzie przypadkowa, ani chronologiczna. Będzie odwzorowywać miejsca od najciekawszych do… najbardziej pospolitych.

#1 Carmine Street Comics
http://www.carminestreetcomics.com/

Jeżeli miałbym podać przykład sklepu, który chcecie odwiedzić, nie z powodu jego zasobności, ale klimatu i atmosfery to będzie pierwszy i najlepszy z tych przykładów. Mały lokal dzielący swoją powierzchnię z nie mniej ciekawą księgarnią. Sprzedawca spędzający cały dzień z dziwnym klientem, który też spędza tam cały dzień, zagadując na zmianę sprzedawcę jak i klientów. Innymi słowy, znajdziecie tam wszystko co wyobrażacie sobie o sklepie komiksowym jak z amerykańskiego filmu, czy serialu. Gdyby nie to, że obiecałem część anegdot zostawić dla siebie, to ta notka byłaby o wiele dłuższa.

Wśród kartonów ze starymi zeszytami po 1$ udało się wyłowić Terminatora z okładkami Bisleya i Dr. Strange’a z 1993. Do tego wynalazek w postaci niezależnego Comically Absurd Comics i zakupy udane.

4/5 (choć głównie za atmosferę)

#2 Strand Book Store
https://www.strandbooks.com/

Tak, wiem, to nie sklep komiksowy, a księgarnia… gigantyczna przypominająca krzyżówkę antykwariatu, supermarketu i starej biblioteki. Trzy piętra książek (komiksów też) zawalone wielkimi regałami, gdzie bez drabiny nie sięgnie się najwyższych półek. Do tego Strand ma własne ceny, które zawsze są znacząco niższe od innych księgarni na mieście.

Tutaj trudno opisać jak wyglądało moje paniczne szperanie po półkach, które zaowocowało wygrzebaniem Daredevil: Redemption, pierwszego tomu Powers, Chasing Dogma Kevina Smitha, czy największego sukcesu wyjazdu: The Spirit: Pop-Up Graphic Novel (ale ta pozycja dostanie swoją oddzielną notkę) i kilkunastu innych komiksów. Powiem szczerze, było ciężko się opamiętać, zwłaszcza, że każda z pozycji była o około 50% tańsza od swojej ceny okładkowej (a mówimy o tomach, które są już wyprzedane).

Oczywiście jako, że to księgarnia, to bez książek też się nie wyszło, z czego o jednej szczególnie wspomnieć trzeba - The Shadow #11 od Nostalgia Ventures, reprinty opowiadań The Shadow autorstwa Maxwella Granta z lat 30. Książkowy The Shadow raczej też niedługo doczeka się swojej odsłony na blogu.

4/5 

image

#3 Desert Island
http://www.desertislandbrooklyn.com/

Trochę podobnie jak z Carmine Street Comics ten sklep wyróżnia się klimatem… Ale oprócz tego oferuje też świetną selekcję wszelkich niezależnych komiksów. Od pudel pełnych undergroundu lat 80, po pełne półki komiksów od Fantagraphics i sporo art zinów (głównie z fotografią).

Do torby na zakupy powędrowało Ghost World, Powers: Anarchy w jakiejś niedorzecznie niskiej cenie i magazyn Strange Place wydawany przez właściciela sklepu.

3,5/5

#4 Dan’s Parents House
http://www.dansparentshouse.com/

To nie jest sklep komiksowy, to nie jest księgarnia, to nawet nie sklep z zabawkami. To… po trochę wszystkiego.

Dan’s Parents’ House to nazwa strony i stoiska człowieka, który zaczął wyprzedawać nagromadzone przez lata graty i starocie tworząc z tego biznes. Sprzedaje swój towar na stronie internetowej i przede wszystkim na różnych pchlich targach i bazarach (wpadłem na to na Brooklyn Flea), dobierając coraz to nowe rzeczy, dla jednych vintage, dla innych śmieci.

Pośród całej masy zabawek z Gwiezdnych Wojen, starych proporczyków, kartek pocztowych, GI Joe, wygrzebałem kilka figurek jak i spędziłem trochę czasu w pudle z figurkami M.U.S.C.L.E. i Weirdos, małe kiczowate stwory z lat 80, które dziś wracają z hukiem (od bootlegów, po nowe zabawki nawiązujące do ich stylistyki).

image

#5 Midtown Comics
http://www.midtowncomics.com/

Komiksowy supermarket. Trzy lokacje w NYC (odwiedziłem dwie) i małe oddziały w większych sklepach z zabawkami (odwiedziłem jeden).

Z jednej strony miejsce jest super dla standardowego czytelnika mainstreamu i mangi, znajdziesz wszystko, a to czego nie znajdziesz zostanie zamówione dla Ciebie z miejsca. Z drugiej strony to moloch, który zatraca klimat, który aż bił z wymienianych powyżej lokali (chodzi mi też o fakt, że obsługa to nie zawsze też ludzie, którzy są specjalnie obeznani w tym co robią).

Ważna rzecz, po Midtown jak i większości odwiedzanych sklepów widać jak w Stanach umiera rynek backissues. Na stanie z archiwalnymi numerami serii zeszytowych można znaleźć oczywiście wiele popularnych tytułów, lecz na ogół są to albo numery z ostatnich 12 miesięcy, albo key issues na których sklep zarabia więcej niż na wydaniach zbiorczych, które owe numery zawierają. Niestety tak na żywo wygląda coś, o czym dotychczas tylko czytałem.

I o ile w żadnej z lokalizacji Midtown nie znalazłem archiwalnych zeszytów Elektry (Vol. 1 i Vol. 2) to przynajmniej zaopatrzyłem się trochę w Daredevila Millera i kilka numerów #1 z ostatnich 5 lat.

#6 Chameleon Comics
http://chameleoncomics.com/

Znalezienie tego sklepu to był czysty przypadek. Gdzieś w bocznej wąskiej ulicy zamajaczył mi plakat z logiem X-Men, który zaprowadził mnie do małej kanciapy z trzema stereotypowymi sprzedawcami. Ci nie zwracali uwagi na klientów przez zbytnie zainteresowanie swoją rozmową o swym niezbyt udanym życiu, wierze w przeznaczenie i wpływie ich wiary (lub jej braku) na ich problemy życiowe i kontakty seksualne.

Nie przeszkadzając zbytnio sprzedawcom w rozmowie namierzyłem kartony z nazwą “Silver Age” i wygrzebałem m.in. Daredevil #124, w którym rozstaje się z Black Widow, a następnie wikła w walkę z Copperheadem. Miód. Co by bardziej uzasadnić moją zajawkę wymienię nazwiska uwikłane w ten zeszyt: Len Wein, Marv Wolfman, Gene Colan i Klaus Janson.

Aha, numer pochodzi z 1975 roku.

Tu jeszcze muszę dodać, że Chameleon Comics był jedynym sklepem, który obok komiksów miał naprawdę rozległą ofertę klasycznych kart kolekcjonerskich, które zajmowały prawie połowę sklepu. Nie jest to widok, który dany było mi uświadczyć w innych odwiedzanych miejscach.

image

#7 Bergen Street Comics
http://bergenstreetcomics.com/

Podobnie jak Desert Island było to miejsce z największą selekcją indie komiksów, która podobnie jak w DI była ewidentnie ustawiona pod pewne założenie. Ale o ile w Desert Island mieliśmy pełno klasyki i undergroundu poprzedniego wieku, to Bergen Street miało głównie współczesne tytuły i… klimat trochę zbytnio artystowski.

Może przesadzam, ale tak wyobrażam sobie sklep, gdyby w końcu jacyś warszawscy chłopcy z Placu Zbawiciela chcieli otworzyć sklep/czytelnię “nowel graficznych” (bo przecież nie komiksów). Tak, pewnie ta złośliwość jest zbędna (zwłaszcza, że to jedyne miejsce gdzie znalazłem jeden konkretny tytuł, który obiecałem przywieźć dla mojego znajomego), ale jakoś te sweterki i wystrój jak z butiku mało mnie kupił. Choć na pewno jest to warty odwiedzenia sklep przez swoją naprawdę wzorową selekcję tytułów.  

image

Z czystym sumieniem oleje tu Forbidden Planet, które po prostu możemy uznać za supermarket dla geeków oferujący trochę mniej komiksów, a trochę więcej zabawek niż Midtown Comics. Ale do polecenia pozostaje jeszcze:

FAO Schwarz - przekopanie się przez ich promocje pozwala znaleźć sporo pereł między pluszakami do aktualnych bajek, tam też można znaleźć jedno ze stoisk sygnowanych przez Midtown Comics.
http://www.fao.com/home/index.jsp
Brooklyn Flea - czyli coś o czym wspominałem przy okazji Dan’s Parent’s House, wraz z sezonem wiosenno-letnim market wraca na powietrze i wychodzi z hali, więc warto tym bardziej. 
http://www.brooklynflea.com/
Museum of Moving Image - muzeum skupiające się na całym spektrum sztuk audiowizualnych, od kina, przez wizualizacje, po gry wideo. Miejsce gdzie obok działających automatów do Space Invaders zobaczysz pełne zestawy do charakteryzacji z Gwiezdnych Wojen czy autentyczne miniatury budynków z planu Blade Runnera.
http://www.movingimage.us/

BONUS:

image

To co widzicie powyżej to kilka napotkanych budynków w NYC, niby nic szczególnego ale…

Zdjęcie #1 budynek przy 890 5th Avenue, który był inspiracją dla Avengers Mansion.
Zdjęcie #2 budynek będący niegdyś siedzibą Ghostbusters.
Zdjęcie #3 podobno ten budynek był inspiracją
 dla komiksowego Stark Tower.
Zdjęcie #4 budynek na Bleecker Street w Greenwitch Vilage, który był wzorem dla Sanctum Sanctorum Doktora Strange’a.

Spoko, nie?

Z porażek: nie udało się znaleźć kamienicy Matta Murdocka, włazu do HQ Żółwi Ninja i zupełnie nie nerdowa porażka, tablica pamiątkowa amerykańskiego HC/punk na Lower East Side nie została uwieczniona.

To by było na tyle.

JG